Dom

Dzisiaj po raz kolejny mogłam odkryć piękno diecezji w której kiedyś przed laty rozpoczęłam przygodę z głoszeniem Boga żywego. Biskup Edward spędzał czas z nami tutaj, miał czas na rozmowy i po prostu bycie. Dobrze jest mieć możliwość pogadania z biskupem, myślę ze dla nas głoszących to duża radość i też szansa na budowanie Kościoła bez ścian, Kościoła który jest jednością. Dzisiaj bardzo zbudowała mnie rozmowa z biskupem, otrzymałam duże wsparcie, to naprawdę dla mnie ważne. 

I rozpoczęło się głoszenie. Jak zawsze pełne przygód z Bogiem cudów. Najpierw do południa  głosiłam przed wejściem do naszej bazy. Ludzie zatrzymywali się obok nas, zgadzali się na modlitwę i przyjmowali Słowo. Po obiedzi w małej grupce z klerykami udaliśmy się już na woodstokowe pole. Ogromny tłum, prze dziwaczne stroje, głośna nuzyka. Pan posyłał do nas ludzi, którzy chcieli rozmawiać i modlić się z nami. Oczywiście musieliśmy się zmierzyć z agresja, przykrymi zwrotami w naszym kierunku. Ale jednak pozytywny odbiór był liczniejszy. Widziałam jak przez modlitwę Bóg dotykał serca napotkanych przez nas osób. Głoszenie jest piękne, nawet nie zdenerwował mnie bardzo nagły deszcz który złapał nas na polu, plus miałam uchylony namiot wiec ups😀 

Na koniec dnia przyjechał Michał Król z zespołem wiec wspólnie uwielbialiśmy Pana to było tez cudowne, kocham uwielbiać😀

A na samiusienkim końcu miałam doświadczenia głoszenia przy sprzątaniu toalet. Ale o tym jutro gdyż padam. Dodam tylko ze jest 2 w nocy a z pół festiwalowych dobiega taki hałas ze nie słyszę własnych myśli. No cóż😀

Gdziekolwiek jestem i głoszę Jezusa daje mi to ogromną radość i pomnaża wiarę, ale głoszenie na terenie tej diecezji podwaja te uczucia, bo tu nauczyłam się głosić, tu jest mój ewangelizacyjny dom. 









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Noc cudów.

Chciałam dach, mam dach!

W życiu duchowym nie można robić jedno i to samo w koło