Noc cudów.
Dzisiejszy dzień zaczął się słabo, w sensie dla mnie. Czułam się zle od rana, miałam problemy żołądkowo jelitowe😀. Zapytałam ludzi o jakieś leki, coś dostałam ale nie wiele to pomogło. W rozpaczy i schizie😀napisałam do przyjaciółki Ilony, ze po prostu nie mam już siky na kolejny zdrowotny problem. Postanowiłam jednak wyjść na pola głosić, idąc poprosiłam moich towarzyszy o modlitwę za mnie. Wierze, ze podczas tej modlitwy Pan Jezus dotknął mnie, byłam w stanie nie latać do toalety. Jak głosiliśmy zadzwoniła do mnie Ilona, ze za chwile ktoś na rowerze przywiezie mi do bazy naszej pakiet potrzebnych leków. Bóg zatroszczył sie o wszystko co potrzebowałam, jak Ilona to zrobila do tej pory nie wiem😀
Wieczorem po kolacji i koncercie stwierdziliśmy, że idziemy jeszcze głosić w 4 osoby. Wyszliśmy o 21.30. I tu się zaczyna historia😀 na polu się rozdzieliliśmy i chodziliśmy dwójkami. Chce powiedzieć, że to był czas pełen laski. Po kolei podchodziliśmy do różnych ludzi, wszyscy chcieli się z nami modlić!!! Tutaj trzeba zrozumieć jeszcze scenerie. Woodstock, ciemno, głośno bo koncert na dużej scenie i TŁUM LUDZI. Jak w takiej sytuacji do kogoś podejść a co dopiero się pomodlić. A jednak, Jezus ogarnął to wszystko! Rozmawialiśmy z różnymi osobistościami, młodymi , starszymi a dwójka panów „lekko” wstawionych była w stanie rozmawiać na do łez.
Opowiem wam o jednej rozmowie, która bardzo mnie poruszyła. Podeszliśmy do jednego pana, który stał sam z zapytaniem dlaczego tak stoi. Okazało sie, ze czeka na narzeczoną. Wybranka serca dotarła w stanie trzeźwym i zaczęliśmy rozmawiać. Kasia (chyba tak miała na imię;) opowiadała o tym jak kiedyś była we wspólnocie i jak jej brakuje wiary w życiu. Ze kiedyś znała jakiegoś ksiedza i on ja prowadził do Boga i ona tak bardzo chciałabym żeby ten ksiądz pobłogosławił jej ślub. Szymon(mój współtowarzysz wyprawy) mówi: wez napisz do niego, nagramy filmik z prośbą. Tak tez zrobiliśmy. Po chwili ów ksiądz odpisał, ze rezerwuje sobie datę w kalendarzu. Radość na twarzy Kasi BEZCENNA. Modliliśmy się jeszcze o zdrowie za takiego pana, który niedawno mial wylew. Spotkaliśmy tez grupę 16 latków i z nimi spędziliśmy tez dobry czas siedząc na trawie i gadając. To był naprawdę dobry wieczór, przepraszam, raczej dobra noc. Wróciliśmy z pola jakoś przed 1 w nocy.
Później poszłam na chwile na adoracje, żeby podziękować Jezusowi. Siedząc z Nim poczułam to ogromne zmęczenie, to wypalenie dla Ewangelii, to wytyranie ale w sercu ogromne szczęście! Widzieć jak Pan działa, jak łowi serca w środku nocy w centrum woodstokowego pola, każde zmęczenie jest tego warte.
Jezu posyłaj mnie! Życie wiarą bez głoszenia, to nie jest życie wiarą. Chce tak żyć, głosić Ewangelię i nie przestawać NIGDY. Jezu proszę prowadź mnie!
Zmęczenie fulll. Idę w kime😀




Komentarze
Prześlij komentarz